#61. (63,9 kg) Matka boska friendzone'owska?

Dzień dobry Miauczki!

Tego jeszcze nie było, żeby sesja cieszyła. A jednak potrafi.
Ulga z posiadania pretekstu, żeby odciąć się choć na chwilę od tej toksycznej sytuacji wypiera nawet stres związany z zaliczeniami przedmiotów.
Co do przyjaciółki, wydaje mi się, że przekroczyła już pewną granicę, mówiąc mi ostatnio, że "czeka, aż on(!) wrzuci ją do friendzone'u, wtedy nie będzie nic robić i martwić się, że może coś do niej poczuć". Mówiąc to mi, która nie może wyrzucić go z głowy od ponad pół roku i którą obiecała wspierać.
Auć.
Najwyraźniej ponoszę w najbliższym czasie przyjazną maskę.

Tymczasem walczę z tym, żebym sama nie wylądowała w tym ciemnym miejscu...
I walczę z sesją.
I walczę z wagą.
I walczę z wiatrakami.
Mogłabym być rycerzem, gdyby zbroja nie była tak ciężka.

Co chcę podbić? Trochę tego jest.
Mniej niż 60 kg do pierwszego lipca, zaliczenie przedmiotów, praktyki, jego serce(?).
Czy z tego całego rycerstwa nie stałam się nazbyt staroświecka, jeśli uważam, że to mężczyzna powinien zabiegać o serce damy, a nie na odwrót?
(Nazbyt staroświecka, czy nazbyt naiwna?)

Zostawiam Was z tą zagwostką i uciekam kontynuować jedną z walk.

Trzymajcie się ciepło w środku i chłodno na zewnątrz, bo te upały robią swoje!






Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty