#90. (64,7 kg) Przerwa od słów i jednoczesny ich powrót.
Dzień dobry Kruszynki!
To słowa z 25.06:
Na Shred Challenge poległam w dniu 11, ale starałam się nadrabiać brak ćwiczeń przepedałowanymi kilometrami i mam zamiar zrobić kolejne podejście od nowa, ponieważ chciałabym wreszcie zaliczyć wyzwanie w całości.
Gorzej z dietą - podczas nieobecności wpychałam w siebie miliony kalorii z wysoko przetworzonych węglowodanów, co nie poskutkowało spadkiem wagi.
Aktualnie spędzam dnie na kilku rzeczach przesłaniających inne z moich myśli, więc trudno o pisanie przez co przez jakiś czas będę dodawać posty raczej nie zawierające nic poza dziennym podsumowaniem kalorycznym.
A teraz słowa z dnia dzisiejszego:
Co się wydarzyło w trakcie miesięcznej nieobecności?
Miałam dwa podejścia do HSGD - drugie właściwie trwa nadal (dzień 7 - 1100 kcal) z dwoma dniami niezaliczonymi. Postanowiłam jednak wliczać spalone kalorie do bilansu, ponieważ ostatnio spalam ich więcej i przy wychodzącej wtedy ilości energii robiło mi się najzwyczajniej w świecie słabo.
Większe spalanie wynika z tego, że wreszcie, po dwóch latach podejść do przełamania się, kupiłam karnet na siłownię. Wprawdzie nie chodzę jeszcze na nią tak bezpośrednio, bo na razie korzystam z zajęć fitness, na które mam z kim chodzić, ale i tak czuję wysiłek i uśmiecham się na jego powitanie.
Jestem niesamowicie podekscytowana i postaram się wyciągnąć ile tylko będę w stanie z obecności na wszystkich zajęciach. Zaczęłam też zwracać uwagę na ilość białka w diecie (które ciężko było znaleźć w moich bilansach przy liczniejszej obecności węglowodanów i tłuszczy) i coraz rzadziej łapię się na chęci podjadania, więc pod bilansem pojawi się też ich procentowa zawartość na dzień.
Wróciłam też niestety do palenia po ponad miesięcznej przerwie, ale mam wrażenie, że to sytuacja chwilowa, więc na razie staram się tym zbytnio nie przejmować.
Powoli zmieniam choć część codzienności na lepszą - teraz czas na kolejne kroki w tym kierunku, czyli seminarium, praktyki i zaangażowanie się w portfolio i teczkę na rekrutację.
Przepraszam, że tyle to trwało, ale odnoszę wrażenie, że było warto czekać, bo teraz może być już tylko lepiej - w końcu wczoraj złapałam aż dwie spadające gwiazdy - one nigdy się nie mylą, prawda?
Trzymajcie się cieplutko Iskierki!
*dzisiejszy bilans będę uzupełniać, bo jeszcze nie do końca wiem jakich liczb się spodziewać
(18.07)
64,7 kg
śniadanie - 191 (dwie kromki chleba słonecznikowego z mozarellą i pomidorem) W-23,7 B-9,7 T-6,6
II śniadanie - 43 (cappuccino) W-7,9 B-0,5 T-1,0
obiad - 215 (sałatka z tofu i jajkiem) W-12,6 B-16,1 T-11,8
przekąska - 396 (wino różowe półosłodkie) W-99 B-0 T-0
kolacja - 453 (pizza domowa) W-51,4 B-19,8 T-18,3
spalone - 211 - kroki
Razem - 1087/1100 kcal
To słowa z 25.06:
Na Shred Challenge poległam w dniu 11, ale starałam się nadrabiać brak ćwiczeń przepedałowanymi kilometrami i mam zamiar zrobić kolejne podejście od nowa, ponieważ chciałabym wreszcie zaliczyć wyzwanie w całości.
Gorzej z dietą - podczas nieobecności wpychałam w siebie miliony kalorii z wysoko przetworzonych węglowodanów, co nie poskutkowało spadkiem wagi.
Aktualnie spędzam dnie na kilku rzeczach przesłaniających inne z moich myśli, więc trudno o pisanie przez co przez jakiś czas będę dodawać posty raczej nie zawierające nic poza dziennym podsumowaniem kalorycznym.
A teraz słowa z dnia dzisiejszego:
Co się wydarzyło w trakcie miesięcznej nieobecności?
Miałam dwa podejścia do HSGD - drugie właściwie trwa nadal (dzień 7 - 1100 kcal) z dwoma dniami niezaliczonymi. Postanowiłam jednak wliczać spalone kalorie do bilansu, ponieważ ostatnio spalam ich więcej i przy wychodzącej wtedy ilości energii robiło mi się najzwyczajniej w świecie słabo.
Większe spalanie wynika z tego, że wreszcie, po dwóch latach podejść do przełamania się, kupiłam karnet na siłownię. Wprawdzie nie chodzę jeszcze na nią tak bezpośrednio, bo na razie korzystam z zajęć fitness, na które mam z kim chodzić, ale i tak czuję wysiłek i uśmiecham się na jego powitanie.
Jestem niesamowicie podekscytowana i postaram się wyciągnąć ile tylko będę w stanie z obecności na wszystkich zajęciach. Zaczęłam też zwracać uwagę na ilość białka w diecie (które ciężko było znaleźć w moich bilansach przy liczniejszej obecności węglowodanów i tłuszczy) i coraz rzadziej łapię się na chęci podjadania, więc pod bilansem pojawi się też ich procentowa zawartość na dzień.
Wróciłam też niestety do palenia po ponad miesięcznej przerwie, ale mam wrażenie, że to sytuacja chwilowa, więc na razie staram się tym zbytnio nie przejmować.
Powoli zmieniam choć część codzienności na lepszą - teraz czas na kolejne kroki w tym kierunku, czyli seminarium, praktyki i zaangażowanie się w portfolio i teczkę na rekrutację.
Przepraszam, że tyle to trwało, ale odnoszę wrażenie, że było warto czekać, bo teraz może być już tylko lepiej - w końcu wczoraj złapałam aż dwie spadające gwiazdy - one nigdy się nie mylą, prawda?
Trzymajcie się cieplutko Iskierki!
*dzisiejszy bilans będę uzupełniać, bo jeszcze nie do końca wiem jakich liczb się spodziewać
(18.07)
64,7 kg
śniadanie - 191 (dwie kromki chleba słonecznikowego z mozarellą i pomidorem) W-23,7 B-9,7 T-6,6
II śniadanie - 43 (cappuccino) W-7,9 B-0,5 T-1,0
obiad - 215 (sałatka z tofu i jajkiem) W-12,6 B-16,1 T-11,8
przekąska - 396 (wino różowe półosłodkie) W-99 B-0 T-0
kolacja - 453 (pizza domowa) W-51,4 B-19,8 T-18,3
spalone - 211 - kroki
Razem - 1087/1100 kcal



Nieźle. Życzę, żebyś wytrwały i miała też czas na odpoczynek. Fajnie że znów jesteś!
OdpowiedzUsuńMiałam miesięczny epizod z dietą keto więc wiem jak trudne na dłuższą metę jest liczenie tych gramów białka, tłuszczy i węgli, ale na pewno warto zwracać na to uwagę. Dobrze czytać dobre informacje i czuć pozytywną energię. Trzymaj tak dalej :)
OdpowiedzUsuńJa chyba nie mogłabym liczyć. Tysiąc razy upewniałabym się czy dibrze i czy na pewno tyle, a potem bym obcinała bo za dużo, bo może 1 gram mniej...dlatego w ogóle nie wchodzę w żadne rozpuści diet, założenia są moje i być może nie dostarczamy sobie wszystkiego i nie jest idealnie, ale chronię głowę przed totalną schizą na punkcie kontroli (tak mi się wydaje). Podziwiam ludzi, którzy się biorą za takie rzeczy. Ciebie podziwiam. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńpolecam fasole itp. , mają dużo białka. ja praktycznie nie jem mięsa i też mam z tym problem :(
OdpowiedzUsuńu ciebie praktyki, u mnie czas na staż ;)
pozdrawiam serdecznie,