#37 (+0,9 kg)
65,0
piątek - 13/07/2018 09:11
Hej kochane!
Jebać słowa.
Poprzednio napisałam całą rozprawkę o tym co chcę zmienić i nie wyszło. Miałam nie przekroczyć 500 kcal, a zjadłam chyba 2000. W następne dni bywało różnie, ale utrzymywałam cały czas coś między 63,5 - 64,5 i niby nie było tragedii, ale wciąż stałam w miejscu.
Jednakże wczoraj moja jeszcze nie tak gruba, bo ważąca 63,8 kg dupa wstała rano, zjadła na śniadanie 3 kanapki (~330 kcal), poszła do koleżanki i zjadła princessę (248 kcal), a później udała się na jedzenie na mieście (north fish i około 1200 kcal). Najwyraźniej nie miała jeszcze dość, bo po tym wszystkim usiadła w mieszkaniu ze znajomymi i piwem (~250 kcal) zagryzając je arbuzem (~60 kcal). Gdy poszli pomyślała, że jest nienażarta i zjadła jeszcze 6(!) kanapek (682 kcal). Razem to 2770 kcal. Nie dziwię się, że ważę ile ważę.
Miałam plan na mniej niż 62 kg do niedzieli i wczoraj od rana jeszcze wydawał się realny, ale zjebałam.
Teraz będę starać się wszystko naprawić - dziś na pewno nie zjem nic do godziny 16. Później widzę się z bratem, ale raczej nie będziemy jeść na mieście (nawet jeśli on będzie, to ja raczej nie, bo i tak jestem spłukana, a gdyby chciał postawić to odmówię) i możliwe, że jeżeli będę później u niego to ze swoją dziewczyną coś we mnie wcisną, bo oboje bardzo zwracają uwagę na to czy jem. Nawet jeśli to mniejsze zło, najciężej będzie jednak wtedy wrócić do mieszkania po jedzeniu i nie opychać się dalej przed snem.
Miał być krótki post, więc uciekam poczytać co u Was. Może jeszcze coś później dopiszę.
Trzymajcie się chudziutko!
piątek - 13/07/2018 09:11
Hej kochane!
Jebać słowa.
Poprzednio napisałam całą rozprawkę o tym co chcę zmienić i nie wyszło. Miałam nie przekroczyć 500 kcal, a zjadłam chyba 2000. W następne dni bywało różnie, ale utrzymywałam cały czas coś między 63,5 - 64,5 i niby nie było tragedii, ale wciąż stałam w miejscu.
Jednakże wczoraj moja jeszcze nie tak gruba, bo ważąca 63,8 kg dupa wstała rano, zjadła na śniadanie 3 kanapki (~330 kcal), poszła do koleżanki i zjadła princessę (248 kcal), a później udała się na jedzenie na mieście (north fish i około 1200 kcal). Najwyraźniej nie miała jeszcze dość, bo po tym wszystkim usiadła w mieszkaniu ze znajomymi i piwem (~250 kcal) zagryzając je arbuzem (~60 kcal). Gdy poszli pomyślała, że jest nienażarta i zjadła jeszcze 6(!) kanapek (682 kcal). Razem to 2770 kcal. Nie dziwię się, że ważę ile ważę.
Miałam plan na mniej niż 62 kg do niedzieli i wczoraj od rana jeszcze wydawał się realny, ale zjebałam.
Teraz będę starać się wszystko naprawić - dziś na pewno nie zjem nic do godziny 16. Później widzę się z bratem, ale raczej nie będziemy jeść na mieście (nawet jeśli on będzie, to ja raczej nie, bo i tak jestem spłukana, a gdyby chciał postawić to odmówię) i możliwe, że jeżeli będę później u niego to ze swoją dziewczyną coś we mnie wcisną, bo oboje bardzo zwracają uwagę na to czy jem. Nawet jeśli to mniejsze zło, najciężej będzie jednak wtedy wrócić do mieszkania po jedzeniu i nie opychać się dalej przed snem.
Miał być krótki post, więc uciekam poczytać co u Was. Może jeszcze coś później dopiszę.
Trzymajcie się chudziutko!
Jebać słowa.
Poprzednio napisałam całą rozprawkę o tym co chcę zmienić i nie wyszło. Miałam nie przekroczyć 500 kcal, a zjadłam chyba 2000. W następne dni bywało różnie, ale utrzymywałam cały czas coś między 63,5 - 64,5 i niby nie było tragedii, ale wciąż stałam w miejscu.
Jednakże wczoraj moja jeszcze nie tak gruba, bo ważąca 63,8 kg dupa wstała rano, zjadła na śniadanie 3 kanapki (~330 kcal), poszła do koleżanki i zjadła princessę (248 kcal), a później udała się na jedzenie na mieście (north fish i około 1200 kcal). Najwyraźniej nie miała jeszcze dość, bo po tym wszystkim usiadła w mieszkaniu ze znajomymi i piwem (~250 kcal) zagryzając je arbuzem (~60 kcal). Gdy poszli pomyślała, że jest nienażarta i zjadła jeszcze 6(!) kanapek (682 kcal). Razem to 2770 kcal. Nie dziwię się, że ważę ile ważę.
Miałam plan na mniej niż 62 kg do niedzieli i wczoraj od rana jeszcze wydawał się realny, ale zjebałam.
Teraz będę starać się wszystko naprawić - dziś na pewno nie zjem nic do godziny 16. Później widzę się z bratem, ale raczej nie będziemy jeść na mieście (nawet jeśli on będzie, to ja raczej nie, bo i tak jestem spłukana, a gdyby chciał postawić to odmówię) i możliwe, że jeżeli będę później u niego to ze swoją dziewczyną coś we mnie wcisną, bo oboje bardzo zwracają uwagę na to czy jem. Nawet jeśli to mniejsze zło, najciężej będzie jednak wtedy wrócić do mieszkania po jedzeniu i nie opychać się dalej przed snem.
Miał być krótki post, więc uciekam poczytać co u Was. Może jeszcze coś później dopiszę.
Trzymajcie się chudziutko!



Współczuję . Na pewno masz wyrzuty sumienia gigant. Ale życie toczy się dalej, a każdy dzień to nowa szansa.
OdpowiedzUsuńStało się, trudno. Trzeba teraz tę dupkę zebrać, ogarnąć, poćwiczyć i walczyć dalej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Hej, pierwszy raz jestem na twoim blogu. Wiesz każdemu zdarzają się dni napadu, ważne żeby nie powtarzać ich zbyt często. Trzymam kciuki i zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńwww.nevernotskinnyenough.blogspot.com
Powinnaś może zmieć założenia diety? Zamiast zaczynać od 500 kcal to wybrać 1500 i schodzić co tydzień albo dwa o 100 kcal. Wtedy organizm się przyzwyczai. Przemyśl to :) Pozdrawiam,
OdpowiedzUsuńhttps://wewnetrznaczystosc.blogspot.com/