#68. (66,6 kg) Daj się dogonić.
Dzień dobry Kociątka!
Jak dało się ostatnio zauważyć, trochę gdzieś zniknęłam. Co się działo, tam gdzie byłam?
Przytyłam - oczywiste - osiągnęłam niedawno dno pod względem wagowym, co tak mnie rozstroiło, że patrząc wstecz odnoszę wrażenie, jakbym kompletnie zaniedbała siebie.
Zaniedbała nie do końca pod względem fizycznym (choć nie ukrywam - bywały momenty, gdy czułam się zbyt blisko takiego stwierdzenia) ale również jak gdybym w jakiś sposób zatraciła siebie. Potrafiłam przesypiać całe dnie, płakać z nadal nieznanych mi powodów, być obok, będąc jednocześnie na miejscu, reagować automatycznie ciałem, nie wiedząc samej gdzie podziewa się w tym czasie świadomość, ufać za bardzo z tęsknoty za szczerością, kłamać tak bardzo od niechcenia, że całość wyglądała na kiepski żart, myśleć za dużo i nieskładnie i być przekonaną, że ten bałagan był tam zawsze, tylko go ignorowałam.
Gdy wróciła moja rutyna na początku wydawało się, że jest inaczej, ale tak naprawdę zbyt wiele się nie zmieniło. Brak zapisanych planów i postanowień sprawia wrażenie, jakbym wcale ich nie miała.
Wracam.
Nie tylko do planów, ale też do tych naszych małych spowiedzi, bo jak mam zmieniać się na lepsze, gdy nie analizuję tego, co wypadałoby zmienić.
Muszę przestać uciekać przed uświadamianiem sobie swoich wad i tego, że samo zauważenie ich nie wymaże.
Oficjalnie przestaję uciekać, przestaję wypierać, daję się dogonić odpowiedzialności.
Zabrzmię przesadnie, ale przy powyższym zdaniu zaczęły trząść mi się dłonie. Filmy nie kłamały - wychodzi na to, że spowiedź potrafi być stresująca. Myślę jednak, że nie gdy boimy się co ktoś o nas pomyśli, a dopiero, gdy zaczynamy sami słuchać swoich słów.
Zakończę jedną z grona tych zbyt dramatycznych spośród moich myśli.
Trzymajcie się Promyczki!



Witaj z powrotem ♥
OdpowiedzUsuń