#78. (65,0 kg) Grzeszni żują wolno, by rozkoszować się chwilą.
Dzień dobry Kruszynki!
Dziś zrobiłam coś o czym myślałam od długiego czasu, czyli skorzystałam z bibliotecznej karty w innym celu niż wypożyczenie gry planszowej.
Miałam ochotę przypomnieć sobie magię Harry'ego w formie pisemnej i zaczęłam sprawdzać dostępność na stronie, ale coś mnie zainspirowało i zamiast znanego wszystkim nazwiska czarodzieja, który pokonał Sami Wiecie Kogo wpisałam tytuł mojego ulubionego serialu, opartego na książce Lev'a Grossman'a, jakim jest The Magicians (swoją drogą polecam każdemu, kogo choć trochę wciągają klimaty rzeczywistości, w której moglibyśmy czuć się bardziej wybrani, niż gdy wygramy zdrapkę na kwotę większą niż jej cena). Okazało się, że istnieje jeden egzemplarz, który do owej biblioteki należy, więc pobiegłam do niej, oddając przy okazji ostatnio wypożyczoną grę planszową. Na miejscu dowiedziałam się, że wyrobię dziś kroki, ponieważ pierwsza część serii znajdowała się w części miasta, w drodze do której prowadziły mnie mapy Google, a mimo to i tak dałam radę zagubić się wystarczająco, by nadrobić co najmniej kilometr drogi.
Po walce o słowa, które chciałam poznać, byłam tak pijana zwycięstwem, że zaczęłam czytać już na przystanku nie zważając na otaczające mnie osoby, z których większość uznała to pewnie za dość hipsterskie zachowanie jak na obecne czasy (a przynajmniej to wydawały się mówić spojrzenia wyłapane spośród twarzy w maskach, gdy już wracałam do tej z rzeczywistości, w której naszymi arcywrogami są co najwyżej terminy płatności rachunków).
Autobus zawiózł mnie na nieplanowane spotkanie z przyjacielem, które zmieniło szybkie zakupy w mile spędzone kilka godzin.
W trakcie tych kilku godzin zdążyliśmy się zmęczyć na tyle, że w końcu oboje zaczęliśmy współdzielić omamy słuchowe, które wyglądały mniej więcej tak - usłyszeliśmy głos, który był nadzwyczajnie czarujący i pieścił uszy szeptem wplatając niezauważalne sugestie i rozkazy, które zgodnie wykonywaliśmy. Ani się obejrzeliśmy a staliśmy wyrwani z wizji z paragonami w rękach. Gdy przyjrzeliśmy się bliżej zobaczyliśmy liczby 90 i 92. Jak się okazało były to numery zamówień w jednej z restauracji fast-foodowych znanych pod nazwą McDonald's.
Nadal nie wiemy jak to się stało, ale skoro już za nie zapłaciliśmy, nie mogliśmy ranić wewnętrznych cebul nie jedząc zawartości toreb, wręczanych nam w tamtym momencie przez tajemniczą kobietę z wręcz podejrzanie miłym uśmiechem.
Dodam tylko, że nie jestem z siebie dumna, ale jednak delikatnie cieszy mnie fakt, że nadal czuję się pełna, zamiast mieć ochotę na więcej.
Bądźcie ostrożniejsze/si niż ja, bo takie zagrożenia czyhają na każdym kroku.
Trzymajcie się Promyczki!
(18.05)
65,0 kg
śniadanie - 319 (kanapki z makrelą w sosie pomidorowym) 10:55
II śniadanie - 47 (pół jabłka) 12:30
obiad - 642 (2 for U z chikker'em) 17:10
przekąska - 131 (latte) 17:10
kolacja - 100 (tymbark jabłko-wiśnia) 21:09
Razem - 1239 kcal
Dziś zrobiłam coś o czym myślałam od długiego czasu, czyli skorzystałam z bibliotecznej karty w innym celu niż wypożyczenie gry planszowej.
Miałam ochotę przypomnieć sobie magię Harry'ego w formie pisemnej i zaczęłam sprawdzać dostępność na stronie, ale coś mnie zainspirowało i zamiast znanego wszystkim nazwiska czarodzieja, który pokonał Sami Wiecie Kogo wpisałam tytuł mojego ulubionego serialu, opartego na książce Lev'a Grossman'a, jakim jest The Magicians (swoją drogą polecam każdemu, kogo choć trochę wciągają klimaty rzeczywistości, w której moglibyśmy czuć się bardziej wybrani, niż gdy wygramy zdrapkę na kwotę większą niż jej cena). Okazało się, że istnieje jeden egzemplarz, który do owej biblioteki należy, więc pobiegłam do niej, oddając przy okazji ostatnio wypożyczoną grę planszową. Na miejscu dowiedziałam się, że wyrobię dziś kroki, ponieważ pierwsza część serii znajdowała się w części miasta, w drodze do której prowadziły mnie mapy Google, a mimo to i tak dałam radę zagubić się wystarczająco, by nadrobić co najmniej kilometr drogi.
Po walce o słowa, które chciałam poznać, byłam tak pijana zwycięstwem, że zaczęłam czytać już na przystanku nie zważając na otaczające mnie osoby, z których większość uznała to pewnie za dość hipsterskie zachowanie jak na obecne czasy (a przynajmniej to wydawały się mówić spojrzenia wyłapane spośród twarzy w maskach, gdy już wracałam do tej z rzeczywistości, w której naszymi arcywrogami są co najwyżej terminy płatności rachunków).
Autobus zawiózł mnie na nieplanowane spotkanie z przyjacielem, które zmieniło szybkie zakupy w mile spędzone kilka godzin.
W trakcie tych kilku godzin zdążyliśmy się zmęczyć na tyle, że w końcu oboje zaczęliśmy współdzielić omamy słuchowe, które wyglądały mniej więcej tak - usłyszeliśmy głos, który był nadzwyczajnie czarujący i pieścił uszy szeptem wplatając niezauważalne sugestie i rozkazy, które zgodnie wykonywaliśmy. Ani się obejrzeliśmy a staliśmy wyrwani z wizji z paragonami w rękach. Gdy przyjrzeliśmy się bliżej zobaczyliśmy liczby 90 i 92. Jak się okazało były to numery zamówień w jednej z restauracji fast-foodowych znanych pod nazwą McDonald's.
Nadal nie wiemy jak to się stało, ale skoro już za nie zapłaciliśmy, nie mogliśmy ranić wewnętrznych cebul nie jedząc zawartości toreb, wręczanych nam w tamtym momencie przez tajemniczą kobietę z wręcz podejrzanie miłym uśmiechem.
Dodam tylko, że nie jestem z siebie dumna, ale jednak delikatnie cieszy mnie fakt, że nadal czuję się pełna, zamiast mieć ochotę na więcej.
Bądźcie ostrożniejsze/si niż ja, bo takie zagrożenia czyhają na każdym kroku.
Trzymajcie się Promyczki!
(18.05)
65,0 kg
śniadanie - 319 (kanapki z makrelą w sosie pomidorowym) 10:55
II śniadanie - 47 (pół jabłka) 12:30
obiad - 642 (2 for U z chikker'em) 17:10
przekąska - 131 (latte) 17:10
kolacja - 100 (tymbark jabłko-wiśnia) 21:09
Razem - 1239 kcal



Nie przejmuj się aż tak tym. Dobrze tak raz na jakiś czas zrobić odstępstwo, dla zdrowia psychicznego haha. I tak bilans super, jak na wypad do Mc.
OdpowiedzUsuńTeż często czytam na przystankach i aż za dobrze znam spojrzenia tych ludzi. Potrafili nawet do mnie podchodzić i mówić mi jak to możliwe, że taka "piękna młoda dama" czyta książki haha.
Trzymaj się cieplutko. Naprawdę bilans jest super <3
Hahahhahhahhaa jak Ty fajnie piszesz :D ciekawa historia
OdpowiedzUsuńW sumie jak po macu czujesz sie pełna to i tak dobrze.
Powodzenia!
Świetny wpis! Serio, ubawiłam się :) no to kochana wazymy identycznie na dzień dzisiejszy
OdpowiedzUsuń