#79. Zbyt ciężkie myśli, żeby skupić się na wadze.
Dzień dobry Kruszynki!
Dziś bez bilansu, bo przeżywam życiowego kaca i nie skupiam się na jedzeniu.
Nie mam napadów głodu, ani nie unikam posiłków - w tym momencie nazwałabym moja dietę bardzo przeciętną, ale wciąż staram się jeść zdrowo.
Nie napiszę co się stało, ale działo się dużo.
Jedna zła decyzja miała wiele konsekwencji skutkujących dalej chwilowym załamaniem, z którego powoli wychodzę - nadal męczą mnie wyrzuty sumienia, ale skoro ktoś potrafi mi wybaczyć, to czemu miałabym sama zamykać się w sobie i sprawiać, że będę jeszcze gorsza.
Właśnie się rozkleiłam, bo coraz mocniej uświadamiam sobie, że ktoś, kto mi wybaczył, sprawia wciąż, że chcę być lepszym człowiekiem.
Albo, że chcę zadbać o swoje życie, zamiast spędzić je w wiecznej ucieczce od problemów.
Paradoksalnie, o wiele wyraźniej zobaczyłam to w momencie, gdy ryzykowałam utraceniem tej osoby.
Nie jest to żadna hipokryzja względem jednego z ostatnich postów (mówiącego o docenianiu czasu spędzanego z samą sobą), wręcz przeciwnie - widzę tu pewną zależność - zawodząc innych nagle nie potrafię również nie zawodzić siebie i ten czas znów zdaje się być męczarnią.
Wracając jednak do błędów i ich naprawiania - nie mam zamiaru użalać się nad sobą, ani nagle znów zaczynać od początku, bo jaki jest tego sens, skoro na czystej karcie mam miejsce na te same błędy?
Następny post (jutro lub pojutrze - zależy od tego czy będę miała chwilę samotności na pisanie) będzie normalny - chciałam tylko dać znać, że wciąż tu jestem.
Podsumowując sytuację - uważajcie na ludzi, których nie znacie i pamiętajcie, że wszystko ma swoją cenę - szczególnie naiwność.
I doceniajcie tych, którzy naprawdę są warci Waszego zaufania.
Trzymajcie się bezpiecznie Promyczki!
Dziś bez bilansu, bo przeżywam życiowego kaca i nie skupiam się na jedzeniu.
Nie mam napadów głodu, ani nie unikam posiłków - w tym momencie nazwałabym moja dietę bardzo przeciętną, ale wciąż staram się jeść zdrowo.
Nie napiszę co się stało, ale działo się dużo.
Jedna zła decyzja miała wiele konsekwencji skutkujących dalej chwilowym załamaniem, z którego powoli wychodzę - nadal męczą mnie wyrzuty sumienia, ale skoro ktoś potrafi mi wybaczyć, to czemu miałabym sama zamykać się w sobie i sprawiać, że będę jeszcze gorsza.
Właśnie się rozkleiłam, bo coraz mocniej uświadamiam sobie, że ktoś, kto mi wybaczył, sprawia wciąż, że chcę być lepszym człowiekiem.
Albo, że chcę zadbać o swoje życie, zamiast spędzić je w wiecznej ucieczce od problemów.
Paradoksalnie, o wiele wyraźniej zobaczyłam to w momencie, gdy ryzykowałam utraceniem tej osoby.
Nie jest to żadna hipokryzja względem jednego z ostatnich postów (mówiącego o docenianiu czasu spędzanego z samą sobą), wręcz przeciwnie - widzę tu pewną zależność - zawodząc innych nagle nie potrafię również nie zawodzić siebie i ten czas znów zdaje się być męczarnią.
Wracając jednak do błędów i ich naprawiania - nie mam zamiaru użalać się nad sobą, ani nagle znów zaczynać od początku, bo jaki jest tego sens, skoro na czystej karcie mam miejsce na te same błędy?
Następny post (jutro lub pojutrze - zależy od tego czy będę miała chwilę samotności na pisanie) będzie normalny - chciałam tylko dać znać, że wciąż tu jestem.
Podsumowując sytuację - uważajcie na ludzi, których nie znacie i pamiętajcie, że wszystko ma swoją cenę - szczególnie naiwność.
I doceniajcie tych, którzy naprawdę są warci Waszego zaufania.
Trzymajcie się bezpiecznie Promyczki!



Ja właśnie najwiekszy problem mam zawsze z wybaczeniem sobie bo zastanawiam się czy to wybaczenie to już odpuszczenie sobie totalne czy zdrowa reakcja. Myślę że najlepiej jest nauczyć się przewidywania konsekwencji swoich działań bo są takie czyny i ich skutki które zostają z nami do końca życia.
OdpowiedzUsuń