#69. (66,6 kg) Podpisz.

Dzień dobry Kocięta!

Minął tydzień od ostatniego postu i trochę się wydarzyło. 
Właściwie to wydarzyła się jedna dość znacząca rzecz. Można powiedzieć, że się obnażyłam. 
Zabrałam sobie możliwość potajemnej ucieczki w ramiona restrykcji i innych dzieci zaburzeń.
Co chcę przez to powiedzieć?
Pamiętacie moją duszyczkę, o której w pewnym momencie sporo pisałam? 
Raz lepiej, raz gorzej, to już mniej ważne, znaczący jest fakt, że nieświadomie bywała  częstym gościem pojawiających się tu postów. Myślę, że gość to jednak złe określenie - lepszym będzie bohaterka, może nie główna, ale na pewno ważniejsza z drugoplanowych. 
A więc wracając do gościnności - kilka dni temu odwiedziła to miejsce całkowicie świadomie i nieprzypadkowo. 
Na początku miałam przeczytać tylko kilka fragmentów, które mniej więcej przybliżyłyby jej mój sposób pisania, jednak skończyło się na siedzeniu już jakoś o poranku i czytaniu post po poście. Ostatecznie pokazałam jej nawet jak wygląda moje małe dziecko, aczkolwiek fakt, że byłyśmy przemęczone i już prawie trzeźwiejące może przyczynić się do tego, że nie zapamiętała tytułu.

A teraz czas na skutki.

Od kilku dni chciałam napisać coś nowego, ale w jakiś sposób czułam się mniej bezpiecznie. Ufam jej i wiem, że mogę jej nie tylko powiedzieć wszystko, ale i wiele pokazać i nie powinnam się bać nowego wpisu, uświadomiłam sobie jednak, że nie mogę wrócić do niektórych diet, bo istnieje możliwość, że zauważy, a wiem jak by tego nie chciała. Nie sugeruję, że planowałam znów przechodzić na którąkolwiek z tych diet, tylko po prostu odczuwam to, że już nie będę mogła.
To w jakiś sposób sprawia, że odcinam się od tej Daviny, z której nadal jakaś część mnie była dumna, bo potrafiła trzymać się swoich słów i realizować plany. To nie tak, że obecna nie może tego robić, ale ciężko się nie zgodzić, że tamte robiły większe wrażenie. Wychodzi na to, że jednak trochę żegnam się z pewnym etapem swojego życia i nie ważne jak bardzo był zaburzony i jak bardzo źle będę o nim myślała, to pozostanie jakiś dziwny rodzaj sentymentu.

Ale czemu by dalej nie robić wrażenia? Nawet lżejszego, lepsze jest jakiekolwiek, niż jego brak.
Spiszmy więc plany i stwórzmy własny obraz cyrografu dojrzałości, zamiast go tylko ślepo podpisywać.
Stworzę zasady - będę swoim własnym diabłem i samodzielnie będę regulować ciepło w małym, podręcznym piekle.
A podpis złożę nie krwią, a potem.
Planuję opanować wiedzę i umiejętności, a przede wszystkim opanować siebie. 
Słuchać wewnętrznego głosu, który wie najlepiej co jest dla mnie dobre i być w stanie rozkazać sobie na co teraz jest czas, na przekór ochotom. 
Unikać białej śmierci (tej słodszej, choć słoną też wypada ograniczyć). 
Nie pić kalorii i nie zapominać o tym, że woda jest sporą częścią mnie i powinnam ją uzupełniać.
Pamiętać, że owoce i warzywa są lepsze dla organizmu niż przetworzone przekąski i nie oszukują fabryki endorfin, w końcu jak mamy zacząć odczuwać prawdziwe szczęście, gdy będziemy zbyt często wywoływać je sztucznie?
Jeszcze raz słuchać siebie, gdy wnętrze krzyczy "Nie jesteś już głodna!" i nie dać zagłuszyć tego głosu piskiem oczu czy emocji.
Czytać więcej, w tym dużo więcej składów, nie tylko tabele kalorii.
Nauczyć się uczyć.
Być najlepszą wersją samej siebie.
To nie może być takie trudne, pewnie zrozumiem to, gdy już nią zostanę.

Trzymajcie się Kwiatuszki!

WCZORAJ (04.11)
śniadanie - 492 (1,5 tosta z jajkiem, serem i majonezem)
II śniadanie/obiad - 817 (ryż z piersią z kurczaka, serem, szpinakiem i cebulą)
przekąska - 276 (lód)
kolacja - 180 (tost z szynką i serem)
Razem - 1765 kcal

DZIŚ (05.11) śniadanie - 534 (kanapki z szynką wędzoną i musztardą)
II śniadanie - 78 (Nescafé 3in1)
obiad - 305 (jajka sadzone z ziemniakami i surówką)
przekąska - 156 (dwie kawy Nescafé 3in1)
kolacja - 250 (plan - tost)

Razem - 1323 kcal



Komentarze

  1. To jest chyba coś czego ja nigdy nie zrobię, nigdy nie powiem nikomu o tym blogu, czy innych, które prowadziłam w ciągu ostatnich ośmiu lat. Może to dlatego, że nikomu aż tak nie ufam, a może dlatego, że chce mieć miejsce tylko na siebie, to tak jakby ktoś zaglądną mi do głowy..

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby się twoje marzenia spełniły, powodzenia ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej od dawna czytam Twojego bloga i dopiero teraz ponownie dołączam do tego grona. I bardzo proszę Cię o wsparcie. Mam nadzieję, że wkrótce się odezwiesz i że wszystko idzie zgodnie z planem.
    https://bounceoffthebottom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. ps.: dodałam Cię już do siebie

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, już jak uważasz. U mnie to by nie zadziałało - zaczęłabym pisać pod publikę (tej osoby któej powiedziałam), więc to nie byłoby już szczere. Bilans i tak ekstra, mimo prawie 2 tys kcal. Mam nadzieję, że uda Ci się wprowadzić plany jedzeniowe i nie tylko w życie tak abyś byłaz siebie ardziej zadowolona. Trzymaj sie, będę wspierać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty