#31 (+1,7 kg)

65,0

wtorek - 05/06/2018 07:57

Hej kochane

Słabo - w weekend "trochę" mi nie wyszło - nie było jakoś źle, jadłam około 1500 kcal, ale w niedzielę coś mnie dopadło i zajadałam sama nie wiem co. Może nawet byłoby mniej niż 65 kg, gdybym nie jadła w środku nocy, ale mądra ja zaczęłam jeść ciastka o 3 nad ranem, a potem jeszcze zrobiłam tofu - burgera (tak- wstałam i smażyłam tofu nad ranem - to chore nawet jak na mnie).
Wczoraj za to zjadłam 515 kcal, co poskutkowało spadkiem o 0,4 kg (rano ważyłam 65,4 kg - to już prawie 66 - dobrze, że w porę się ogarnęłam).

Dawno mnie tu nie było na dłużej, bo jakoś nie miałam nic - ani czasu ani weny(?).
Żałuję, że tak zjebałam ten weekend, bo gdybym trzymała się planu to ważyłabym teraz pewnie mniej niż 62 kg. 
Ale nie załamujemy się - w tym tygodniu nie zapowiada się żaden wzrost, bo osoby, które zazwyczaj kuszą mnie do złego (wino i papu) wyjeżdżają na weekend, a wolny czas spędzę z nauką lub z Z (najlepiej byłoby to połączyć - uzależniłam się od tego człowieka :)).
Niestety nauki mam sporo - we wtorek dwa kolokwia i w piątek również. Do tego muszę się umówić jeszcze na jedną poprawkę - prawdopodobnie w tym zawalonym tygodniu.
(A później sesja i będzie już tylko gorzej XD)

Dziś też mam kolokwium - o 16. Teraz jest 09:03 i wciąż przeplatam pisanie tego postu z nauką i ze śniadaniem, które właściwie skończyłam - swoją drogą nie wierzę, że zjedzenie połowy jabłka i 2 kromek wasy zajęło mi godzinę xd

Nadal trzęsą mi się dłonie - nie od diety - kiedy jem więcej również to robią. Chyba muszę porobić sobie badania i zacząć się suplementować tym, czego mi najbardziej brakuje. 
I zdecydowanie muszę również więcej pić - kilka dni temu, prawdopodobnie właśnie przez odwodnienie, prawie zemdlałam przy Z. 
I mimo tego, że wie o moim niezbyt zdrowym sposobie odżywiania się, wciąż niezbyt podoba mi się perspektywa mojego organizmu uzmysławiającego mu, że chyba nie do końca ma się dobrze. 
Sama też nie chciałam tego widzieć, bo zaczynam się o siebie bać, a przecież zostało mi jeszcze 9 kg - to za dużo, żeby mieć miejsce na jakikolwiek strach. 
Kolejne "muszę" to odstawić kofeinę - ale tu też mamy problem, bo przecież jak przeżyję, kiedy bez porannej kawy jestem zombiakiem (nie przesadzam), a żeby się czegoś nauczyć wymagam kofeiny w co najmniej kilku "małych czarnych" i tabletkach (problemy ze skupieniem - 'Sesja' nawet pomaga, tylko serce chce po niej uciec).

Odnoszę wrażenie, że z czasem ten post staje się coraz mniej przejrzysty. 

NIE CHCE MI SIĘ NIC! Nie wyspałam się, chciałabym cofnąć się o dzień i móc jeszcze trochę pospać.

Na razie lecę - przeplatanie jest niebezpieczne, bo od pół godziny nie wróciłam do nauki. 
Dodam post teraz, żeby znów nie zapomnieć :) 
Uzupełnię później - pewnie tylko w bilansie - reszta i tak wyszła przydługa.

Trzymajcie się chudo! 


Bilans
05/06/18
xxx/500 kcal


woda - 250 ml
kawa - 250 ml
♦  0,5 jabłka - 50g ( kcal) ♦
♦ wasa z wege pasztecikiem i pomidorem (91 kcal) ♦
♦ jeszcze nie wiem co ale jakiś obiad - pewnie warzywny (oby niedużo kcal) ♦


Komentarze

  1. Również wracam po przerwie. Mi się też ręce trzęsą ostatnio bardzo byłam zdenerwowana, idź lepiej do lekarza. Jedz dużo witamin bo anemia lubi się przyczepić.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty