#38 (-0,6 kg)

64,4

10:52


Hej Wam!

Nie ma to jak napisać rozprawkę na temat powrotu, a później zniknąć na ponad miesiąc.
<iksde>

Nowinki:


  • Mam pracę (w której schudłam do 62 kg, ale ostatni czas wagowo dał mi się we znaki).
  • Zerwałam z Z, ale odczuwam to jako pozytyw - nie na zasadzie, że Z był zły - po prostu przestałam cokolwiek do niego czuć i nazwyczajniej męczyło mnie bycie z nim.
  • Muszę się zacząć uczyć na kampanię wrześniową, bo jak tego nie zrobię to będę w czarnej dupie.
  • Jak już pisałam przy pracy - schudłam - dokładnie do 62,1 kg (tylko niech waga wróci na swoje miejsce sprzed tych 2 tygodni).
  • Nie jestem na diecie - kiedy pracuję jem śniadanie i wieczorem w pracy obiad, a w dni wolne pozwalam sobie na jakieś słodycze lub chipsy (tylko ostatnim razem przegięłam).
  • I tak chcę liczyć kalorie (na tyle na ile dam radę - jeżeli nie wezmę swojego obiadu i jem z pracy to nie jest łatwo określić ile to ma kcal) - nie licząc dnia wczorajszego - nie robiłam tego dość długo (z takim całodniowym podsumowaniem) i nawet nie wiem ile teraz jem.
  • Właściwie to chcę wrócić do diety- jakiejkolwiek. Byleby czuć, że panuję nad tym co jem, bo o ile jakiś czas temu jadłam normalnie, to czas, w którym przytyłam był dla mnie jednym wielkim napadem kompulsywnego objadania się - serio - nie mogłam przestać.
  • Znów jestem optymistką (nie licząc tego, że rachunki są wysokie, a życie ogółem chujowe)
  • Nie no, na serio wrócił mój optymizm. Może to przez słońce - podobno coś wesołego się wydziela w organizmach kiedy tak ładnie świeci - idk i mam to gdzieś - po prostu cieszę się, że się cieszę. 
  • Nie mogę przestać myśleć  o facecie, który jest ode mnie starszy prawie o połowę mojego wieku i z którym mam małe szanse na jakikolwiek kontakt. Myślę, że to również przyczyniło się do mojego zobojętnienia w stosunku do Z.
To na pewno nie wszystko, ale w tym  momencie nie pamiętam nic więcej.

A tak na bieżąco to... 
Dziś robię mini detoks. 
Wczoraj oprócz naleśnika z farszem nie zjadłam nic złego (sok, nektarynka i grahamki z serkiem), więc to już jakiś postęp, bo ostatnio żywiłam się w maku, pizzeriach oraz w działach ze słodyczami i chipsami. Jak już jeden dzień bez 'bebe papu' się udał to odzwyczaję się bardziej i bardziej, aż w końcu będę umiała zjeść w maku raz na kilka miesięcy, nie rzucając się po nim na jedzenie lub nie jeść tam wgl. Postanowiłam, że na tyle na ile dam radę, nie zjem dziś nic co nie jest owocem lub warzywem. Żadnego pieczywa, mięsa i przetworzonej żywności. Do pracy wezmę paprykę (raczej surową) i jakieś jabłko lub coś takiego. Albo nawet jedno z nich - w końcu mam na 17, a muszę jakoś też ogarnąć godziny jedzenia. Wczoraj zjadłabym tylko 1/3 naleśnika, ale po powrocie jakoś mnie naszło i go dokończyłam popychając jeszcze jedną grahamką, więc największym wyzwaniem na dzień dzisiejszy będzie powrót do domu bez zjedzenia czegokolwiek przed snem, kiedy będę sama. Muszę odróżniać głód od apetytu i zacząć lepiej walczyć z tym drugim.

Wrócę później uzupełnić bilans - tym razem na prawdę (nawet zainstalowałam apkę bloggera, żeby nie zapomnieć, ani nie pomyśleć, że 'w sumie to jebać - nie chce mi się logować, więc mogę żreć wszystko').

Trzymajcie się chudo!




Bilans
16/08/18

♦  177 g - nektarynka - 78 cal ♦
♦ 74 g - banan - 72 cal ♦
♦ 201 g - grejpfrut - 80 cal ♦
♦ jagodzianka - 350 cal ♦
♦ 100 g - sałatka warzywna - 22 cal ♦
♦ kilka chrupek - 132 cal ♦
♦ grahamka z serkiem - 185 cal ♦
♦ 104 g - banan - 95 cal ♦


Razem 1014 kcal

Wkradło się tam trochę pieczywa i chrupki, więc nie do końca udało mi się utrzymać postanowienie. Nie zważając już na to co zjadłam, a skupiając się na tym ile, myślę że na limicie ok. 1000 kcal świetnie się czuję i w następne dni będę jeść max. 1100 kcal.







Komentarze

  1. Pierwszy raz tu jestem :) Super blog i życzę powodzenia! Jeżeli ogarniesz swoje okno żywieniowe to cm będą leciały z Ciebie tak szybko ze szok 😂 💜

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia życzę, bd zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę Ci żeby dobra passa trwała jak najdłużej .

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej ♥
    Nie martw się. Też tak czasem robię. Piękny post o powrocie a potem koniec.
    Najwyraźniej to była z czasem toksyczna relacja. Nawet taka relacja z przyzwyczajenia. Czemu być z kimś bo tak skoro można wtedy robić milion lepszych rzeczy :)?
    Wiem co czujesz. Sama też mam napady i wiem jakie to ,,cudowne".
    Hehe :D Też jestem sezonową optymistką. Teraz jest ok to myślę ok. Jak będzie źle to będę myśleć negatywnie.
    Może spróbuj obrzydzić sobie fast foody? Sama nwm jak bo fast foodów tak aż nie kocham. Ale gdybym miała zrobić to czekoladzie... to jak uciąć sobie rękę :o
    Oj tak, samotne wieczory popychają do jedzenia :x
    Powodzenia! Trzymam kciuki za ciebie ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. A nie miałabyś ochoty zacząć razem ze mną HSGD od jutra (27.08)? Może mogłybyśmy się jakoś zgadać mailowo czy nawet na fb, żeby być w stałym kontakcie i się wspierać? :)
    Trzymam kciuki za ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę :) Ale pierwszy dzień bym miała niezaliczony XD Musimy się zgadać ;)

      Usuń
  6. Hej słońce. Kurde, miło wrócić na tę stronę i zauważyć jakieś znajome konto. Gdy zobaczyłam twój nick gdzieś w komentarzach to aż mi się buzia w banan uformowała :D
    Życzę ci dużo samokontroli, samozaparcia i cierpliwości, i powiem ci, że cieszę się, że w twoim życiu dzieje się trochę lepiej. Mam na myśli zerwanie z Z., powrót do diety, znalezienie innego wybranka serca. Oby ci się tylko powodziło, będę wpadać i trzymać kciuki! :)
    PS. ta pierwsza thinspiracja wymiata haha

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty