#47. (+1,4 kg) HSGD dzień 2. (Podejście nr 3)
65,5
Hej Słońca!
Typowo, znikam i tyję. Nie miałam czasu wbić, bo tu poprawki, tu praca i jedna wielka masakra.
Mam dwa warunki, z tych egzaminow, które pisałam gdy już zniknęłam, ale dziś idę na konsultacje w sprawie jednego z nich. Miałam się uczyć, w razie gdyby zapytał o to co zrobiłam źle, ale nie wyszlo - to długa historia i zaczyna się tak.
Wczoraj chciałam zacząć HSGD, i przez pół dnia zjadłam serek wiejski i bułkę. Zrobiłam sobie zakupy (stanik i tshirt sportowy oraz buty do pracy, bo w poprzednich mi niewygodnie i zimno (miały krój baletek, a mi marzną stopki xd). Wszystko ok, wróciłam do mieszkania, bo byłam umówiona z przyjacielem (to będzie S), ogarnęłam i wyszłam po niego bo musieliśmy załatwić coś po drodze. Wracamy, a ja czuję się głodna, więc myślę "pizza". Jak ppmyslala tak powiedziała i zamówiła (i zjadła pół). To jeszcze było ok. Później okazało się, że z nauki z S nie wyszło za dużo, bo miał pewien problem, którego nie mogliśmy zostawić, a który skończył się przyjazdem karetki. Ratownik odradził jakąkolwiek naukę, żeby nie przemęczać już myśli, więc siedzieliśmy i gadaliśmy. Dobrze nam się gadało, ale martwili się kiedy wróci, więc go odprowadziłam, bo nie chciałam żeby tak od razu szedł sam, jeszcze wieczorem.
No i tu się zaczyna myczek - musiałam iść do sklepu. Jedyne otwarte Tesco, więc się przeszłam i w środku zauważyłam ulubione chrupki - Cheetos'y Spirale. Sięgnęłam po nie i myślę 'nie no, tak na słono to chujnia - wezmę coś słodkiego'. Szukałam batonów proteinowych żeby zjeść jednego i dać sobie spokój z resztą jedzenia, ale nic nie było, więc mądra ja kupiła Milkę. Dużą.
I zjadła głupia 3/4 chrupek, trochę ponad 1/2 czekolady i do tego bułkę z serkiem. I to po północy. A teraz waży 0,7 kg więcej niż wczoraj.
I tym sposobem zostało mi 12 dni na zrzucenie 5,5 kg.
Myślę, żeby zgodnie z założeniami diety nie wliczać owoców i warzyw, bo i tak wtedy schudnę, a ryzyko napadu się zmniejszy. Chyba, że jak już znów przywyknę to wtedy ograniczę również owoce. Na razie będę je wymieniać w bilansie, ale bez kaloryczności.
I pobrałam Endomondo, będę liczyć ile chodzę i postaram się zwiększać ilość kroków.
Na konsultacje nic nie umiem i mam nadzieję, że o nic mnie nie spyta. Nauczę się na warunek (mam zerówkę jakoś w październiku/listopadzie).
Dziś skoczę do biedry po te batony (Go On - polecam - nie chce mi się po nich jeść) i banana, żeby mieć co podjadać później w pracy. A teraz uciekam się ogarnąć troszkę.
Do przeczytania jutro Kocięta!
HSGD Dzień 2
Hej Słońca!
Typowo, znikam i tyję. Nie miałam czasu wbić, bo tu poprawki, tu praca i jedna wielka masakra.
Mam dwa warunki, z tych egzaminow, które pisałam gdy już zniknęłam, ale dziś idę na konsultacje w sprawie jednego z nich. Miałam się uczyć, w razie gdyby zapytał o to co zrobiłam źle, ale nie wyszlo - to długa historia i zaczyna się tak.
Wczoraj chciałam zacząć HSGD, i przez pół dnia zjadłam serek wiejski i bułkę. Zrobiłam sobie zakupy (stanik i tshirt sportowy oraz buty do pracy, bo w poprzednich mi niewygodnie i zimno (miały krój baletek, a mi marzną stopki xd). Wszystko ok, wróciłam do mieszkania, bo byłam umówiona z przyjacielem (to będzie S), ogarnęłam i wyszłam po niego bo musieliśmy załatwić coś po drodze. Wracamy, a ja czuję się głodna, więc myślę "pizza". Jak ppmyslala tak powiedziała i zamówiła (i zjadła pół). To jeszcze było ok. Później okazało się, że z nauki z S nie wyszło za dużo, bo miał pewien problem, którego nie mogliśmy zostawić, a który skończył się przyjazdem karetki. Ratownik odradził jakąkolwiek naukę, żeby nie przemęczać już myśli, więc siedzieliśmy i gadaliśmy. Dobrze nam się gadało, ale martwili się kiedy wróci, więc go odprowadziłam, bo nie chciałam żeby tak od razu szedł sam, jeszcze wieczorem.
No i tu się zaczyna myczek - musiałam iść do sklepu. Jedyne otwarte Tesco, więc się przeszłam i w środku zauważyłam ulubione chrupki - Cheetos'y Spirale. Sięgnęłam po nie i myślę 'nie no, tak na słono to chujnia - wezmę coś słodkiego'. Szukałam batonów proteinowych żeby zjeść jednego i dać sobie spokój z resztą jedzenia, ale nic nie było, więc mądra ja kupiła Milkę. Dużą.
I zjadła głupia 3/4 chrupek, trochę ponad 1/2 czekolady i do tego bułkę z serkiem. I to po północy. A teraz waży 0,7 kg więcej niż wczoraj.
I tym sposobem zostało mi 12 dni na zrzucenie 5,5 kg.
Myślę, żeby zgodnie z założeniami diety nie wliczać owoców i warzyw, bo i tak wtedy schudnę, a ryzyko napadu się zmniejszy. Chyba, że jak już znów przywyknę to wtedy ograniczę również owoce. Na razie będę je wymieniać w bilansie, ale bez kaloryczności.
I pobrałam Endomondo, będę liczyć ile chodzę i postaram się zwiększać ilość kroków.
Na konsultacje nic nie umiem i mam nadzieję, że o nic mnie nie spyta. Nauczę się na warunek (mam zerówkę jakoś w październiku/listopadzie).
Dziś skoczę do biedry po te batony (Go On - polecam - nie chce mi się po nich jeść) i banana, żeby mieć co podjadać później w pracy. A teraz uciekam się ogarnąć troszkę.
Do przeczytania jutro Kocięta!
Bilans
18/09/18
♦
planowane:
bułka z serkiem, pół grejpfruta, banan, baton proteinowy
♦
?/1000 kcal
HSGD Dzień 2







Szkoda tego wypadu do Tesco - byłoby bez niego bardzo ładnie. Dobra rada wywal drugą połowę czekolady póki jeszcze możesz się powstrzymać i od razu wynieś śmieci do kontenera.
OdpowiedzUsuńP.S. znów mamy podobną wagę...
OdpowiedzUsuńSkoro zjadłaś to tak późno, to znaczy, że przecież nie przytyłaś, tylko masz więcej rzeczy w jelitach. Bez obaw, Słońce, nie musi być idealnie, żeby było dobrze. Z niewliczanie niektórych owoców bym się wstrzymała - potrafią niemiło zaskoczyć. Powodzenia jutro w pracy.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się
Hej ♥
OdpowiedzUsuńTo nie znikaj! Masz zakaz ode mnie ;P!
Och szkoda :/ Ale muszę się przyznać, że też tak mam. Od rana plany głodówkowe a po południu mam wepchnie mi talerz żarcia i koniec.
Och... Też kocham dużą milkę. Jest tak dobra... I tak szok, że zjadłaś jej tylko 1/2. Ja bym całą zjadła i myślała o kolejnej.
12 dni na zrzucenie 5,5 kg? To jest niestety chyba nie realne :/
Endomondo jest dobre do ćwiczeń. Do liczenia kroków średnio bo zżera dużo baterii wtedy :/
xoxo
Gdyby nie ten wypad do Tesco to byłby to na prawdę śliczny bilans. Pozdrówki. Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńŻycie, cóż. Wstań , otrzep się i zacznij od nowa. ☺
OdpowiedzUsuńWiele z nas tak ma, że znikamy. Ale najważniejsze, że wracamy i nie poddajemy się. Życie toczy się dalej. Poza blogami, bilansami, ćwiczeniami, kaloriami i ed. Po prostu. Mamy szkoły, prace, rodziny. I czasem musimy się zatrzymać, wziąć oddech, poukładać wszystko i kontynuować ze zdwojoną siłą, nie Mała? 💕
OdpowiedzUsuń~Mirabelle
https://okruszkiwposcieli.wordpress.com/